Na platformie Bring a Trailer trafił na sprzedaż rzadki Dodge Lancer Shelby z 1987 roku. Samochód ma na liczniku zaledwie 1500 mil, czyli około 2400 km, a licytacja kończy się 3 listopada. To jeden z 800 egzemplarzy zbudowanych w kalifornijskich zakładach Shelby’ego.
Lancer, który nie ma nic wspólnego z rajdami
Gdy mowa o sportowym Lancerze, większość entuzjastów myśli o Mitsubishi i rajdowych mistrzostwach świata. Tymczasem zanim ta nazwa zrobiła karierę w rajdach, istniał Lancer marki Dodge. Ten model trafił w ręce Shelby’ego w czasach, gdy słynny tuner doładowywał różne przednionapędowe auta koncernu Chrysler.
Egzemplarz z aukcji ma dodatkowy atut. Rocznik 1987 był jedynym, w którym te auta powstawały w Kalifornii. Późniejsze wersje, już pod nazwą Lancer Shelby, montowano w Michigan, na tej samej linii co zwykłe Lancery. Pierwszych aut zbudowano tylko 800, po połowie z manualną i automatyczną skrzynią biegów. Do dziś przetrwało ich niewiele.
Co jest pod maską i w środku
Napęd to 2,2-litrowy czterocylindrowy silnik z turbodoładowaniem i chłodnicą powietrza doładowującego. Rozwija 175 KM (około 130 kW) i 175 lb-ft momentu obrotowego, czyli mniej więcej 237 Nm. Aukcyjne auto ma trzybiegowy automat, który puryści zwykle odrzucają. W tym roczniku nie oznaczało to jednak straty mocy. W późniejszych egzemplarzach z automatem silnik był już wyraźnie słabszy.
Jak na 1987 rok wyposażenie jest bogate:
- klimatyzacja,
- elektryczne szyby i centralny zamek,
- skórzana tapicerka,
- fabryczny odtwarzacz płyt CD, wtedy rzadkość.
Nadwozie jest kanciaste, ale stonowane, z delikatnym pakietem aerodynamicznym i 15-calowymi felgami typu „basket-weave”. Auto występowało tylko w kolorze czerwonym. Na pokładzie jest tabliczka informująca, że to egzemplarz numer 590 z 800.
Skąd tak niski przebieg
Według sprzedającego ojciec obecnego właściciela oddał w rozliczeniu za tego Lancera Shelby’ego Mustanga z lat 60., a następnie jeździł nowym autem wyjątkowo rzadko. Z perspektywy inwestycji mogła to być świetna decyzja. Pod koniec lat 80. Mustang z lat 60. był już szybki, ale dość surowy, a Lancer oferował wygodę i wyposażenie jak z nowszej epoki.
Czy to temat także dla Polski?
Dodge Lancer był autem budowanym z myślą o rynku amerykańskim i w Europie nie był oficjalnie oferowany. W Polsce to więc ciekawostka dla miłośników klasyków, a nie auto, które można spotkać na drodze. Teoretycznie każdy może licytować na aukcji internetowej, ale zakup w USA oznacza dodatkowe koszty: transport morski, cło i podatki przy sprowadzeniu do UE oraz formalności rejestracyjne. Samochód ma ponad 30 lat, więc można rozważać status pojazdu zabytkowego. Warunki zależą jednak od przepisów i konkretnego przypadku, dlatego przed licytacją warto je sprawdzić.
Przykład ten pokazuje też, że rynek młodszych klasyków z lat 80. i 90. rośnie. Auta z niskim przebiegiem i kompletną historią, takie jak ten Lancer, trafiają do kolekcjonerów, bo prawie nie ma ich już na rynku w oryginalnym stanie.
Źródło: Car and Driver – „The Shelby You Never Knew Existed Is for Sale on BaT”
