Ukraińskie wojsko ma znów stabilne połączenie ze Starlinkiem – poinformował rząd w Kijowie, dziesięć dni po nagłym ograniczeniu dostępu do systemu. Kilka godzin później Elon Musk oskarżył ukraińską armię o łamanie regulaminu usługi, a ani on, ani rząd USA nie przyznali się do wprowadzenia wcześniejszych limitów.
Co się stało z łącznością
Terminale Starlink produkuje SpaceX, ale zarządza nimi rząd Stanów Zjednoczonych, a dla armii ukraińskiej są one jednym z kluczowych elementów działań na froncie. Wcześniej w tym miesiącu na terminalach nagle wprowadzono ograniczenia prędkości, z limitem na poziomie 160 km/h. W efekcie nie powiodło się kilka ukraińskich misji bojowych.
Utrudnione było przechwytywanie rosyjskich dronów uderzeniowych, a część operacji przeciwko celom za linią frontu odwołano. Rosja mogła też wystrzelić pociski balistyczne w stronę Ukrainy bez wcześniejszego ostrzeżenia ze strony USA.
Kto odpowiada za ograniczenia?
Na to pytanie nadal nie ma jasnej odpowiedzi. Musk napisał w mediach społecznościowych, że ukraińskie wojsko łamało regulamin Starlinka, używając go do ofensywnych uderzeń dronów, i że tę „lukę” zamknięto w zeszłym tygodniu. Wcześniej tłumaczył jednak, że systemy Starshield są własnością i pod kontrolą rządu USA, a o limitach decyduje amerykańskie wojsko i ostatecznie prezydent.
Donald Trump zaprzeczał, by za decyzją stała jego administracja, i mówił, że nie sądzi, by zrobił to Musk. Sekretarz stanu Marco Rubio podkreślał z kolei, że Starlink i Starshield to prywatna firma, której prezydent nie może niczego nakazać. Wiceprezydent JD Vance poparł Muska: miliarder nie chce się wikłać w wojnę dwóch państw bez wyraźnych wskazówek rządu USA.
Doradca prezydenta Ukrainy Serhij Beskriestnow oświadczył, że kraj jest „fizycznie niezdolny” do używania Starlinka w operacjach dronów uderzeniowych średniego i dalekiego zasięgu. Wołodymyr Zełenski obwiniał obie strony – władze USA o wydanie polecenia, a SpaceX o techniczne wykonanie. Podkreślił też, że w krajach UE podobnych ograniczeń na terminalach Starshield nie wprowadzono, więc dotyczyły tylko Ukrainy. Jego zdaniem była to zaplanowana operacja, która kosztowałaby ludzkie życie.
Powrót do pełnej prędkości
W sobotę Zełenski ogłosił, że przywracanie łączności zaczęło się w nocy, a rano prędkości wystarczały już do użytku operacyjnego. Podziękował za to amerykańskim sojusznikom, w tym Trumpowi i Departamentowi Stanu. Powiedział: „Prędkości są teraz na poziomie, jakiego potrzebujemy”. Jak dodał, ma to duże znaczenie dla logistyki na froncie i obrony przed odrzutowymi dronami Shahed.
Wcześniej Trump twierdził, że usługa działa już w pełni, lecz europejski urzędnik cytowany przez agencję AP temu zaprzeczył. Pytany o rozmowę z Muskiem, prezydent USA odparł, że jeszcze z nim nie rozmawiał, ale może to zrobić, jeśli problem nie zostanie rozwiązany.
Co to oznacza dla Polski
Dla polskiego czytelnika ta historia pokazuje, jak bardzo działania wojskowe w sąsiednim kraju zależą od infrastruktury kontrolowanej przez prywatną firmę i rząd w Waszyngtonie. Gdy od łączności satelitarnej zależą drony, ostrzeganie o atakach i logistyka, decyzja o jej ograniczeniu może mieć skutki na polu walki w ciągu kilku godzin.
Z przekazanych informacji nie wynika, by ograniczenia dotyczyły Polski czy innych państw UE – według Zełenskiego objęły wyłącznie Ukrainę. Dla państwa NATO i UE położonego tuż przy wojnie to jednak argument w debacie o tym, na ile polegać na cudzych systemach łączności, a na ile rozwijać własne i europejskie rozwiązania. Sama sprawa jest wciąż niewyjaśniona, bo nikt nie przyznał się do wprowadzenia limitów.
Źródło: The Guardian – „Ukraine’s military says Starlink satellite connection stable after recent restrictions”
